Dopóki nie zgasną gwiazdy

Tagi

, , , ,

Z jakiegoś powodu jako gatunek lubimy myśleć o naszym końcu. Powszechnie znana jest wizja Ragnaroku z mitologii ludów skandynawskich. Jednak wątek zagłady naszego świata pojawia się też w innych mitologiach. Obecnie regularnie ktoś prorokuje, że czeka nas zagłada – nie tak dawno przepowiadano, że nastąpi to pod koniec roku 2012 kiedy to kończył się kalendarz Majów. Również kultura popularna chętnie sięga po motyw apokalipsy, a także po motyw tego co po apokalipsie może się dalej dziać. Wielkie triumfy święci seria książek w uniwersum Metro 2033. Wśród gier komputerowych koniecznie wymienić trzeba serię Fallout, a wśród klasycznych gier RPG wielką popularność zdobyła Neuroshima. Bardzo dobrze się dzieje, kiedy autor kolejnego postapokaliptycnzgeo utworu potrafi wnieść do gatunku coś nowego – tak jest w przypadku Piotra Patykiewicza i jego nowej powieści Dopóki nie zgasną gwiazdy.

Bohaterem historii jest młody Kacper, który zaczyna wchodzić w wiek męski. Świat, w którym żyje jest zimny i niegościnny. Ludzkość zmuszona została do życia wysoko w górach wśród wiecznego śniegu i ciągłego braku pożywienia. Po naszej cywilizacji zostały marne resztki, które odzyskiwać próbują drużyny zbieraczy. Jednak od upadku cywilizacji minął już jakiś czas i ludzkość przyzwyczaiła się do problemów. W miejscowości Kacpra wytworzyły się kasty specjalizujące się w różnych obowiązkach. Wysoce cenieni są myśliwi, ale znajduje się też miejsce dla zbieraczy mchu. Niestety nasz bohater musi opuścić stosunkowo bezpieczną wioskę, a otaczający ją świat na naszych oczach staje się jeszcze bardziej wrogi niż był dotychczas.

Autor nie zdradza czytelnikowi wszystkich tajemnic świata. Rzeczywistość poznajemy wraz z głównym bohaterem. Wiele spraw jest dla niego niezrozumiałych, więc i dla nas pozostają zakryte. Kiedy kolejne kawałki układanki zaczynają trafiać na swoje miejsce tak jak i Kacper możemy dokonać wyboru tego, w co uwierzymy. Po skończeniu lektury wydaje nam się, że wiemy, jaka była wizja autora, ale jednocześnie nic nie szkodzi na przeszkodzie byśmy przyjęli nieco inne założenie. Tym sposobem autor zaoferował nam książkę, która ma szansę trafić do większej ilości czytelników, gdyż pewne jej wątki możemy zinterpretować podług naszej własnej wrażliwości. Nie znaczy to jednak, że świat jest nijaki musimy go sobie sami dopowiadać. Po prostu poznając świat oczami młodego bohatera otrzymujemy więcej niż jedno proste wyjaśnienie jego stanu – to nasza wrażliwość mówi nam, w która opcję chcemy uwierzyć.

Na kartach powieści poznajemy dość wiele postaci, ale zżyć możemy się głównie z Kacprem. Inne postaci są tłem dla jego poczynań albo też przedstawione są w sposób utrudniający identyfikowanie się z nimi. Główny bohater popychany jest do czynów poprzez swoją, dziecięca jeszcze, odwagę i rycerskie poczucie obowiązku. Jego ciężkim życiem kierują pewne ideały, które utrzymały się pomimo tego jak okrutny jest świat, który go otacza. Można by to poczytać, jako zarzut względem książki – jako pewną naiwność w jej konstrukcji. Jednak dzieło to nie jest naiwne. Autor raczej świadomie wykorzystał motywy kojarzone bardziej z gatunkiem heroic fantasy i przeniósł je w bliżej nieokreśloną przyszłość. Tym sposobem dał swoim bohaterom nadzieję – nadzieję na to, że można żyć w świecie, w którym życie pozornie wydaje się nieznośne i niemożliwe. Taka konstrukcja utworu daje także nam – czytelnikom, możliwość zachwycenia się historią. Zachwycenia się nią, jako baśnią – wszak nikt nie powiedział, że każda baśń rozgrywać się musi zawsze dawno, dawno temu… Nie dajcie się jednak zwieść Dopóki nie zgasną gwiazdy to nie lekka baśń, w której wszystko się dobrze kończy, a wszyscy dobrze bohaterowie żyć będą długo i szczęśliwie. Książka jest poważną opowieścią, w której nie zawsze wszystko musi pójść dobrze.

Styl autora jest bardzo dobry. Książkę czyta się błyskawicznie i nieomal z wypiekami na twarzy. Kiedy się już ją zacznie to ciężko się oderwać od lektury. Akcja cały czas trzyma odpowiednie tempo, a momenty uspokojenia tym bardziej pozwalają nam się cieszyć następującym po nich przyśpieszeniem.

Dopóki nie zgasną gwiazdy to doskonała powieść postapo. Autor nie wykorzystał popularnego promieniowania tworzącego mutantów, ani motywu wojny z ludźmi czy maszynami. Jego pomysł na świat wykorzystuje, co prawda pewne motywy znane z innych utworów, ale tworzy jednak nową jakość. Zdecydowanie warto się zapoznać z tą pozycją – jej lektura jest nie na tyle ciekawa, że od razu zachęca do sięgnięcia po inne pozycje autora.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuje wydawnictwu SQN

Dopóki nie zgasną gwiazdy

Autor: Piotr Patykiewicz
Wydawca: SQN
Książka na stronie wydawcy

Reklamy

W czwartym wymiarze

Tagi

, ,

W czwartym wymiarze uznać można za prekursora fantastyki naukowej w Polsce. W zbiorze tym Antoni Lange zawarł teksty, które obecnie uznalibyśmy za przedstawicieli różnych nurtów fantastyki. Części najbliżej jest do fantasy inne z kolei zaliczyć można w poczet SF, jednemu zaś najbliżej jest do postapokalipsy. Chociaż od pierwszego wydania zbioru minęło już ponad 100 lat to jednak teksty te wciąż można czytać z przyjemnością.

Starzenie się literatury bardzo silnie widoczne jest w wypadku Science Fiction. Rozwój technologii następuje tak szybko, że SF mające aspiracje futurystyczne może się błyskawicznie stać literaturą bardziej śmieszną niźli proroczą. Opowiadania Langego nie wytrzymały próby czasu. Teksty, w których autor stara się nadać wydarzeniom naukowy wymiar stanowią teraz bardziej żart z nauki niźli racjonalna próbę wyjaśnienia fantastycznych zjawisk. Nie znaczy to jednak, że są one nieciekawe czy słabe. Władca czasu czy Eksperyment są wielce dalekie od naszego stanu wiedzy. Bez najmniejszego problemu możemy zadać im fałsz, jednocześnie czytamy je z zadowoleniem. Styl autora bardzo odbiega od tego ze współczesnych książek, a same pomysły są ciekawe – czyni to lekturę nieco bardziej wymagającą, ale zarazem przyjemną. Ponadto przedstawione zachowania bohaterów dobrze przystają do podejścia ludzi nauki. Odkrywcy często byli skłonni poświęcić bardzo wiele czy nawet ryzykować sobą w imię nauki. Fakt, że z naszego punktu widzenia opisywane pomysły to raczej „nauka” nie zmienia autentyczności zaprezentowanych motywacji.

Rozaura czy Almanazor bliższe są fantasy. Jednak archaiczny styl autora czyni z tego gatunku coś zupełnie innego niż utwory, które są obecnie publikowane w tym nurcie. Teksty te są też o tyle świeże, ze nie powielają schematów heroic fantasy czy sword & sorcery a zamiast tego koncentrują się na innych aspektach fantastyczności naszego świata. Oczywiście w ciągu stu lat powstały powieści i opowiadania, które eksplorowały podobne zagadnienia jednakże nie są to najpopularniejsze nurty w literaturze fantasy. Autor pisze tu o przeznaczeniu, ale też o przekraczaniu barier czasu. Można by kłócić się na ile Rozaura bliższa jest fantastyce naukowej, a na ile fantasy, ale z mojego punktu widzenia jest jej bliżej właśnie fantasy czy też nawet baśni.

Memoriał Doktora Czang-Fu-Li przy lekturze sprawia wrażenie postapokalipsy pisanej z przymrużeniem oka. Świat wykreowany przez autora przetrwał w dużo lepszej kondycji niż zwykli to przedstawiać inni pisarze jednakże gdzieś pomiędzy upadkiem cywilizacji zachodu, a opisywaną akcją wschód stracił bardzo wiele z informacji dotyczących cywilizacji jako takiej. Lange nie precyzuje co za tym stoi, a jedynie pokazuje nam do czego może doprowadzić zatracenie pamięci o tym co nas poprzedzało.

Zarówno wymienione opowiadania, jak i inne wypełniające zbiór, czyta się z zaciekawieniem. W czwartym wymiarze zawiera teksty ciekawe, acz nie wybitne. Jednak archaiczny styl autora a także brak wielu manier widocznych w późniejszej fantastyce czynni tę pozycję ciekawą. Lektura tej książki utwierdza mnie w przekonaniu, że sięganie po dawne utwory ma sens, gdyż pozwala spojrzeć na gatunek z nieco innej perspektywy i nawet jeśli teksty poważne czytamy z przymrużeniem oka to warto się o to od czasu do czasu pokusić.

W czwartym wymiarze

Autor: Antoni Lange
Wydawca: BookRage

Odnaleźć swą drogę

Tagi

, , ,

Odnaleźć swą drogę to lekka, łatwa i przyjemna komediowa opowieść o młodej dziewczynie wybierającej się na magiczny uniwersytet. Autorka pisze w sposób, który zachęca nas do lektury i chociaż daleko tej powieści do arcydzieła to jednak czyta się ją z dużą przyjemnością.

Olgierda Lach pochodzi z małej wioski i po skończeniu nauki w szkole średniej postawia zapisać się na magiczny uniwersytet. Po przybyciudo większego miasta okazuje się, ze nic nie jest tak proste jakby mogła chcieć. Jednakże bohaterka nie poddaje się i rozpoczyna naukę. Dość szybko poznaje półkrsnoluda Otta i nawiązuje z nim przyjaźń, która finalnie prowadzi do założenia wspólnego interesu. Z czasem w otoczeniu bohaterki pojawiają się i inne postacie – część w ciekawy sposób ubarwia jej życie podczas gdy inne to jedynie statyści.

Powieść napisana jest z przymrużeniem oka. Nie jest co prawda komedia przy której non stop byśmy wybuchali spazmatycznym śmiechem jednak autorka zadbała o to by bawić czytelnika. Postępowanie postaci przybiera czasem karykaturalną formę. Czytając przygody bohaterów wyraźnie widać, że autorka puszcza oko do studenckiej braci. Poczucie humoru nie sprawia jednak, że w książce brakuje innych elementów. Pojawiają się więc motywy romansowe czy przygodowe. Pełnią one co prawda rolę służebna względem części komediowej niemniej jednak zostały opisane tak by sprawiać sporo przyjemności.

Niestety w książce, która ukazała się w ramach pakietu BookRage obecne są stosunkowo liczne literówki. Nie jest ich na tyle dużo by utrudniały czytanie. Niemniej jednak pojawiające się co kilkanaście stron błędne końcówki nieco rażą oczy.

Odnaleźć swą drogę jest dość krótką pozycja, ale wychodzi to książce na lepsze. Przy końcowych rozdziałach widać drobny spadek formy i chociaż czyta się je dobrze to kiedy zakończymy powieść nie odczuwamy wielkiego żalu. Ciekawym będzie możliwość ponownego odwiedzenia świata Olgierdy Lach, ale sięganie po drugi tom cyklu zaraz po skończeniu pierwszego nie wydaje się najlepszym pomysłem. Trzeba nieco odpocząć i po jakimś czasie ponownie spróbować zanurzyć się w magiczny, komediowy świat bohaterów.

Powieść Aleksandry Rudej jest dobrą książką rozrywkową, którą przeczytamy z radością, ale która nie zachęci nas do refleksji. Końcówką jest nieco słabsza niż rozpoczęcie, ale pomimo tego powieść sprawia dużo radości i nie żałuje się czasu nad nią spędzonego.

Odnaleźć swą drogę

Autor: Aleksandra Ruda
Tłumaczenie: Ewa Białołęcka
Wydawca: BookRage

Dom Wschodzącego Słońca

Tagi

, , ,

Niektóre książki po prostu się podobają. Bez problemu możemy zauważyć ich wady, ale pomimo tego jest w nich coś dzięki czemu czytamy je z przyjemnością i równie chętnie polecamy innym. Taką właśnie pozycją jest Dom wschodzącego słońca Aleksandry Janusz. Autorka opisuje dość proste historie, rozgrywające się w niespecjalnie odkrywczym świecie, a pomimo tego trudno się od jej książki oderwać.

Na tę pozycję składa się kilka historii opisujących przygody magów z miasta Farewell. Każda z nich stanowi odrębną całość i może być czytana samodzielnie jednakże są one połączone postaciami bohaterów oraz ułożone w kolejności chronologicznej. W czasie pomiędzy poszczególnymi opowiadaniami jest jednak dużo białych plam, które mogą pozwolić autorce na dopisanie kolejnych opowieści.

Świat przedstawiony przywodzi nieco na myśl Harryego Pottera. Podobnie jak w powieści Rowling nasza rzeczywistość przenika się ze światem magii. Mieszkańcy tego drugiego zwykle dbają o to by szarzy ludzie nie mieli pojęcia o istnieniu nadprzyrodzonych stworzeń. Na szczęście książka nie jest plagiatem przygód młodego czarodzieja. Fabuła kolejnych opowiadań nie przypomina przygód rozgrywających się w Hogwarcie. Również sama mechanika działania magii jest zupełnie odmienna niż w twórczości Rowling. Podobieństwa więc kończą się tylko na ogólnym koncepcie świata.

W Farewell znajduje się tytułowy Dom Wschodzącego Słońca – miejsce gdzie kilkoro magów trzyma się nieco na uboczu względem większości innych czarodziejów. W pierwszym z opowiadań młoda Eunice dowiaduje się, że posiada talent magiczny i trafia do tego domu. Druga i trzecia historia koncentrują się bardziej na innych magach – Gabrielu oraz Lloydzie Darku. Książkę kończy najdłuższy tekst (wypełniający około jej połowy), w którym autorka dużo równomierniej koncentruje się na poszczególnych postaciach jednak w centrum historii ponownie znajduje się Eunice.

Dom Wschodzacego Słońca pisany jest lekkim stylem. Książkę czyta się przyjemnie i szybko. Język nie jest specjalnie ozdobny i nie zachwyca, ale dzięki temu staje się łatwy w odbiorze. W tekście pojawiają się liczne fragmenty utworów śpiewanych przez jednego z bohaterów. Taki zabieg może czasami nużyć, ale na szczęście Aleksandra Janusz wplata fragmenty piosenek w taki sposób, że czyta się je z przyjemnością zamiast narzekać na to, że psują one dynamikę opowiadanych historii.

Po lekturze książka pozostawia w nas uczucie niedosytu. Chciałoby się poczytać więcej. Brakuje nam informacji o wcześniejszych latach działania Domu Wschodzącego Słońca. Ponadto część z bohaterów jest tylko wspomniana z imienia i praktycznie nic o nich nie wiemy. Niedosyt może być też związany z faktem, że powieść lepiej, niż zbiór opowiadań, pozwoliłaby się zanurzyć w świat przedstawiony.

Dom Wschodzącego Słońca nie jest na pewno najlepszą ani najbardziej oryginalną pozycją na polskim rynku. Jednak pomimo tego od pierwszej do ostatniej strony przykuwa uwagę czytelnika i doskonale sprawdza się jako lekka rozrywkowa książka. Jak tylko będę miał taką możliwość poczytam kolejne historie o Farewell i jego mieszkańcach,a na razie mogę je tylko polecić innym.

Dom Wschodzącego Słońca

Autor: Aleksandra Janusz
Wydawca: BookRage

Przerwa blogowa

Drodzy czytelnicy. Jak widzicie w ostatnich tygodniach ilość notek drastycznie spadła. Nie jest to związane z tym, że nie czytam (na szczęście), ale ze względu na natłok zajęć nie mam możliwości pisania tak często jakbym chciał. Dlatego też niestety zmuszony jestem do zrobienia sobie blogowej przerwy świątecznej. W związku z tym do końca grudnia nie pojawi się kolejna notka czyli najbliższej recenzji spodziewać się możecie dopiero we wtorek 6 stycznia.

Paradyzja

Tagi

, , , , ,

Janusz Zajdel wielkim pisarzem był. Na to przynajmniej wskazuje fakt, że jego imieniem ochrzczona została Nagroda Fandomu Polskiego. Czy jednak rzeczywiście był to autor wybitny czy też wybór patrona nagrody nie był najtrafniejszy? Pytanie to nie jest tak trywialne jakby się mogło wydawać – by na nie odpowiedzieć warto przyjrzeć się Paradyzji, powieści dzięki której autor otrzymał nagrodę później ochrzczoną jego imieniem.

Tytułowa Paradyzja to sztuczny twór olbrzymich rozmiarów. Orbituje wokół Tartaru – planety o bogatych zasobach naturalnych, ale nie nadającej się do trwałego zamieszkania. Koloniści wysłani z Ziemi na Tartar nie mogli zamieszkać na powierzchni planety i wykorzystując statki kolonizatorskie zbudowali Paradyzję, którą sami nazywają planetą. Mniej więcej takim zestawem informacji dysponuje Rinah – pisarz przybyły z Ziemi celem poznania Paradyzji i jej mieszkańców. Życie Paradyzyjczyków okazuje się kompletnie odmienne od tego co Rinah zna ze starej Ziemi. Obywatele utrzymywani są w ciągłym poczuciu zagrożenia, a każdy ich uczynek jest oceniany przez potężny system komputerowy.

Paradyzję czyta się z zapartym tchem. Książka jest niezwykle frapująca i chociaż napisana w zupełnie innych czasach to jednak dalej pozostaje aktualna. Autor obnaża w niej wiele prawd na temat roli propagandy w rządzeniu. Obrazuje też jak władza może szantażować jednostki, które są jej potrzebne. Jednocześnie wśród Paradyzyjczyków widać wolę zmian i kombinatorstwo, które to cechy pozwalają im ominąć niedoskonały system. Pełen metafor i niedopowiedzeń język – koalang nie poddaje się zbyt łatwo komputerowej analizie i jako taki może być wykorzystywany do omawiania kwestii, które mogłyby się spotkać z negatywną reakcją władz. Oczywiście poza językiem mieszkańcy stosują także inne techniki byleby, chociaż chwilowo, wyrwać się spod nieustannej inwigilacji.

Na podziw zasługuje fakt, że Janusz A. Zajdel w swojej powieści pozwolił na sobie na pogrywanie z cenzurą. Czymże bowiem jest Paradyzja jeśli nie koalangiem, którym pisarz fantasta przekazuje ważne prawdy swoim czytelnikom? Taką samą funkcję pełniły inne powieści autora, a także innych współczesnych mu polskich twórców fantastyki. Zaskakuje, ale też wielce cieszy, fakt, że cenzorzy zezwolili na publikację tej książki.

Niewątpliwie nagroda jaką Janusz A. Zajdel otrzymał za Paradyzję była w pełni zasłużona. Nie dziwi też fakt, że po jego przedwczesnej śmierci został patronem rzeczonej nagrody. Niestety wraz z upływem czasu zmienia się nieco odbiór niektórych książek. Paradyzja jest w swojej wymowie bliźniaczo podobna do innych książek swojego twórcy. Podczas lektury Limes inferior czy Wyjścia z cienia towarzyszy nam ten sam duch. Jest to poniekąd wadą książek Janusza Zajdla. Jest to jednak zrozumiałe – autor tworząc w swoich czasach poruszał tematy najważniejsze dla siebie i odbiorców ze swojego pokolenia. Jednocześnie każda z tych powieści doskonale się broni – czyta się je dobrze i z zaangażowaniem śledzi losy bohaterów. Dzięki temu można wybaczyć autorowi pewne podobieństwa między książkami – a by czerpać przyjemność z lektury wystarczy mieć pewne odstępy pomiędzy czytaniem poszczególnych utworów. Obecnie możemy tylko żałować, że pisarz zmarł w latach 80tych i nie mamy okazji przekonać się jak jego pióro zmieniłoby się po zmianie ustroju.

Paradyzja

Autor: Janusz A. Zajdel
Wydawca: SuperNOWA
Książka na stronie wydawcy

Crux

Tagi

, , , ,

Uwaga. Recenzja zawiera spoilery dotyczące pierwszego tomu (Nexus). Jeśli jeszcze go nie czytałaś/eś to najlepiej sięgnąć po niego przed lekturą poniższego tekstu.

Debiutancka powieść Rameza Naama – Nexus, została dobrze odebrana i zapewniła swojemu autorowi nominację do nagrody Campbella dla początkującego pisarza. W związku z powyższym oczekiwania względem jej kontynuacji są wyższe. W Cruxie autor ponownie pokazuje, że nie tylko doskonale włada piórem, ale że ma także coś ciekawego do powiedzenia.

Wydarzenia opisane w Cruxie rozgrywają się w kilka miesięcy po zakończeniu Nexusa. Świat nie jest już tym samym miejscem, którym był przed wypuszczeniem Nexusa 5 do sieci. Możliwości jakie daje ten nanonarkotyk są ogromne, ale też jego użytkowanie niesie ze sobą pewne ryzyko. Akcja powieści cały czas trzyma w napięciu. Śledzimy losy kilkorga bohaterów i cały czas obawiamy się o ich życie i zdrowie. Jednocześnie świat cały czas pędzi do przodu, a Nexus 5 staje się soczewką poprzez która możemy obserwować pewne prawidła społeczne.

Akcja i fabuła są mocną stroną powieści. Autor doskonale wie jak zaciekawić czytelnika i jak utrzymywać go w ciągłym napięciu. Umiejętne przeskakiwanie z jednego bohatera do kolejnego powoduje, że cały czas jesteśmy skoncentrowani i wyczekujemy momentu kiedy fabuła znowu powróci do bohatera, którego pozostawilismy w kluczowym momencie.

Gdyby jednak Naam poprzestał na napisaniu ciekawego thrillera to Crux wiele by stracił. Wydarzenie opisywane przez autora są w zasadzie tylko tłem do istotnych rozważań. Cała powieść, podobnie jak i poprzedzający ją tom, koncentruje się na problematyce wolności i zmiany człowieczeństwa. Opisywana technologia pozwala na dokonanie przełomu, na uczynienie ludzi lepszymi od tego czym jest człowiek obecnie. Jednakże w społeczeństwie zawsze będą dwie siły – postępowa i konserwatywna. Postępowi są skłonni do eksperymentów do poszerzania ludzkich możliwości. Konserwatyści będą ze wszystkich sił walczyli aby nowe technologie nie pozwoliły na kompletną zmianę ludzi. Dzieci, które poddane były działaniu Nexusa w łonie matki zdecydowanie lepiej i szybciej się rozwijają jeśli tylko przebywają w gronie sobie podobnych. Mogłyby one po dorośnięciu dokonać wielkich odkryć, ale mogą też wyprzeć ludzi jako słabszy – gorzej przystosowany gatunek. Opinia autora na temat ulepszeń ludzi jest znana. Naam jest transhumanistą i w konflikcie pomiędzy postępem a konserwatywnością stanie po stronie postępu. Jednakże co ważne w swojej powieści nie narzuca nam swojego punktu widzenia. Pisarz jest świadomy tego jakie zagrożenia może nieść technologia i jakie obawy społeczne mogą towarzyszyć jej wprowadzeniu. Crux zamiast pokazywać nam co jest właściwe pokazuje nam jak łączność umysłu z umysłem może wpłynąć na świat. Autor opisuje piękno i plusy tego rozwiązania, ale obrazuje nam też jak wielkie zagrożenia się z tym wiążą.

Wolność w niniejszej powieści pojawia się w wielu różnych aspektach. Naam zdaje się krytykować nazbyt restrykcyjne prawo i ciągłą inwigilację obywateli. Pokazuje jak można sterować opinią publiczną tak by ludzie z chęcią rezygnowali z tej wolności, która im pozostała. Autor chętnie pokazuje także, że niewola w złotej klatce dalej pozostaje niewolą. Ciekawie zilustrowane jest też, że czasem niewola może być tym czego będziemy chcieli, ale jednak pomimo tego nie jest to dobre wyjście. Na koniec wreszcie pisarz uzmysławia nam jak potężnym narzędziem do nadużyć i łamania wolności może być sprzężona z mózgiem technologia. Wszak jednym z większych zagrożeń związanych z Negusem jest właśnie możliwość wykorzystania luk w systemie do przejęcia władzy nad cudzym ciałem i cudzą wolą. Zniewolenie samego mózgu wydaje się być gorsze niż wszelkie inne rodzaje niewoli.

Crux to doskonały thriller SF. Ramez Naam po raz drugi pokazał, że bardzo dobrze wie jak pisać by przykuć uwagę czytelnika. Wartka akcja i ciekawa fabuła gwarantują nam dobra zabawę. Jednocześnie ważna i ciężka problematyka powoduje, że książka jest nie tylko źródłem rozrywki, ale też materiałem do rozważań. Rozważania te są zaś ważne bowiem w perspektywie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat ludzkość spotka się z problemami zbliżonymi do tych jakie opisał autor.

Crux

Autor: Ramez Naam
Wydawca: Drageus
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Książka na stronie wydawcy

Dzielnica obiecana

Tagi

, , ,

Sięganie po książkę z uniwersum współtworzonego przez wielu pisarzy jest zawsze jak gra w ruletkę. Mamy szansę trafić na pozycję ciekawą, ale równie dobrze możemy tylko zmarnować czas na lekturę. Ponieważ nie cenię wysoko oryginalnego utworu – Metro 2033 raczej unikam kolejnych powieści osadzonych w tym świecie. Dzielnica obiecana ma jednak zbyt wiele atutów by przejść obok niej obojętnie. Możliwość poznania postapokaliptycznej wizji miejsca, które się zna jest wszak wielce kusząca. Do tego autor – Paweł Majka dał się wcześniej poznać jako doskonały pisarz.

W Dzielnicy obiecanej poznajemy wizję Krakowa po wojnie atomowej. Miasto rozumiane jako byt architektoniczny nie zostało kompletnie zniszczone. Uszkodzenia budynków są duże, ale kościół Mariacki, Sukiennice czy bloki na peryferyjnych osiedlach wciąż stoją. Jednakże miasto rozumiane jako organizm społeczno kulturalny zostało rozszarpane na strzępy. W nielicznych enklawach niedobitki cywilizacji toczą walkę o przetrwanie i o władzę. To właśnie walka jest głównym motywem fabularnym książki. Autor dość pesymistycznie realistycznie założył, że nawet w obliczu gigantycznej tragedii ludzkość nie wyzbędzie się swoich wad. Jego bohaterowie odkrywają, że ludzie pełni są słabości. Słabości, które w normalnym świecie byłyby tylko wadami, ale w świecie gdzie wszystko jest wrogie mogą prowadzić do największej z możliwych przegranych.

Powieść czyta się bardzo dobrze. Styl autora jest bardzo dobry i każdą kolejną stronę pochłania się z zaciekawieniem. Bohaterom co i rusz rzucane są nowe wyzwania i kiedy tylko wygląda na to, że sytuacja jest w miarę opanowana, a my zastanawiamy się co autor planuje na kolejne rozdziały, pisarz zrzuca postaciom nowy kataklizm na głowę. Lekkiemu pióru autora oraz wartkiej akcji zawdzięczamy to, że powieść pomimo jej grubości, czyta się błyskawicznie.

Dla Krakowian, a zwłaszcza Nowohucian, dodatkowym atutem Dzielnicy obiecanej jest możliwość domyślania się, którędy podróżują bohaterowie. Dodatkowo możliwość porównywania wizji Pawła Majki z aktualnym wyglądem Nowej Huty jest ciekawą rozrywka. Jednocześnie jednak czytając o zagładzie własnego miasta zastanawiamy się jakby to mogło naprawdę wyglądać. Do głowy przychodzą pytania o to na ile my, jako mieszkańcy, możemy się czuć bezpieczni

Dzielnica obiecana to ciekawa powieść. Jej głównym celem jest rozrywka. Jednakże autor pozwolił sobie na pewne konstatacje o naturze człowieka, a także zadał pytania dotyczące naszej przyszłości. Z częścią problemów, które naświetlił Paweł Majka ludzkość się zetknie za jakiś czas – i mutagenne promieniowanie bomb atomowych nie jest tu wcale elementem koniecznym do objawienia się tych problemów. Możemy mieć tylko nadzieję, że ksiażki takie jak ta pozwolą nam nie popełnić najgorszych z możliwych błędów.

Dzielnica obiecana

Autor: Paweł Majka
Wydawca: Insignis
Książka na stronie wydawcy

Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów

Tagi

, , , , ,

Wieczny Grunwald nie zdobył co prawda najważniejszych nagród w dziedzinie polskiej fantastyki jednakże uzyskał nominację zarówno do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla jak i do Nagrody im. Jerzego Żuławskiego. Z pewnością jest to powieść niezwykle ciekawa, ale też trudna w odbiorze. Jej lektura nie jest lekka, łatwa i przyjemna, ale jednak po przeczytaniu książki coś w nas zostaje.

Problem, z którym stykamy się na samym początku jest język. Miejscami Twardoch stosuje bardzo mocną stylizację. Pierwsze dwa słowa w książce to „Jeśm krolowic”. Dalej autor lawiruje pomiędzy bardzo silną staropolską stylizacją, a językiem w zasadzie współczesnym. Pojawia się też sporo zwrotów po niemiecku, co jeszcze bardziej utrudnia czytanie. Zamiast więc móc rozkoszować się lekturą musimy często walczyć z tekstem. Trudno jednak uznać to za poważny błąd autora. Zmiana stylu wynika z tego o jakim aspekcie swojego życia opowiada narrator.

Życie Paszka, który snuje dla nas opowieść nie jest zwyczajne. On sam określa je mianem „wszechżycia” a to dlatego, że jest on istotą, która żyła setki i tysiące razy w różnych okresach i w różnych liniach czasowych. Jakimś sposobem ma jednak świadomość znaczącej części swoich żywotów i Wieczny Grunwald jest niejako zapisem powtarzających się kolei jego losu. W swoim pierwszym życiu urodził się w XIV wiecznej Polsce, w kolejnych żywotach raz bywał Polakiem innym razem Niemcem. Powtarzały się warianty historyczne, ale żył tez w odległej przyszłości w której ludzie mało co przypominali dominujący dziś na Ziemi gatunek. Z tego też powodu wspomniane zmiany stylu języka opowieści są uzasadnione jednakże nie zmienia to faktu iż znacząco utrudniają one lekturę.

Nie tak dawno temu słowa autora komentujące wyrok Sądu Najwyższego w sprawie narodowości śląskiej wywołały w kraju wielkie poruszenie. Wieczny Grunwald był pisany na długo przed tą afera, ale trudno nie patrzyć teraz nań pomijając poglądy Szczepana Twardocha. W sytuacji Paszka łatwo się doszukiwać pewnych analogii do Śląska. Narrator powieści jest zawieszony pomiędzy Polskością, a Niemieckością. Zarówno wśród Niemców jak i wśród Polaków czuje się obcy i nie na miejscu. Jednocześnie obu tym narodom zawdzięcza pewne rzeczy – oba te narody go w pierwszym z żyć (i także w wielu kolejnych) kształtowały. Pewnym nadużyciem jest rzecz jasna rozpatrywanie wymowy powieści tylko z perspektywy poczucia narodowości autora, ale jednocześnie ciężko się oprzeć wrażeniu, że fakt iż Szczepan Twardoch jest i czuje się Ślązakiem wywarł wielki wpływ na kształt książki.

Wieczny Grunwald to ciężka literatura. Autor porusza w niej skomplikowane i kontrowersyjne tematy. Antagonizm pomiędzy Polakami, a Niemcami został w powieści opisany jako rzecz przyrodzona i na stałe wpisana w ducha narodu. Bez względu na czasy w jakich przychodziło żyć Paszkowi Polacy i Niemcy wojowali ze sobą, a wojna ta przybierała niekiedy straszną formę i całe kraje były jej podporządkowane. Niestety ciężkiej tematyce towarzyszy także trudny język. Sam pomysł powieści jest z jednej strony fascynujący, ale z drugiej też trudny do objęcia wyobraźnią. Wszystko to powoduje, że książka zdecydowanie lepiej wypada jako inspiracja do rozważań niż jako powieść, którą czytamy dla przyjemności płynącej z lektury.

Wieczny Grunwald

Autor: Szczepan Twardoch
Wydawca: Narodowe Centrum Kultury
Książka na stronie wydawcy

Brak recenzji, ale w zamian…

Tagi

, , ,

Zmuszony Was jestem przeprosić, ale niestety nie zdążyłem przygotować recnezji na ten tydzień. Związane to jest z pracami jakie podejmuję w ramach klubu fantastyki Krakowskie Smoki.

Niemniej nieuczciwym, względem Was, by było jakby blog został całkiem pusty w związku z powyższym chciałbym polecić Waszej uwadze dwie imprezy, które stosunkowo niedługo odbędą się w Krakowie.
Pierwsza z nich to KFASON czyli Krakowski Festiwal Amatorów Strachu Obrzydzenia i Niepokoju. Będzie on miał miejsce już w najbliższą sobotę (18 października) i odbywac się będzie w Artetece Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie. Dla fanów grozy wydaje się być to impreza obowiązkowa.
Drugą imprezą jest Serialkon w organizacji którego maczają swoje palce zarówno Krakowskie Smoki jak i ja. Ten mini konwent odbędzie się 23 listopada w Artetece WBP w Krakowie. Jak wskazuje jego nazwa w całości poświęcony będzie serialom. Ponieważ będzie to pierwszy tego typu konwent w Polsce to jestem go bardzo ciekawy i nie mogę się go doczekać. Mam nadzieję, że Was tam spotkam.