Tagi

, , ,

Literaturę doceniamy za różne rzeczy. Czasami elementem kluczowym jest pomysł, innym razem wykonanie, a w innych wypadkach najważniejsze są problemy jakich dotyka książka. Zwykle wystarczy, żeby chociaż jedno kryterium stało na wysokim poziomie, a jesteśmy w stanie przymknąć oko na drobne niedoskonałości w innych aspektach. Niestety Tożsamość Rodneya Cullacka chociaż zbudowana jest wokół ciekawego pomysłu i porusza ważne problemy to jednak w sferze wykonania widoczne jest zbyt wiele błędów.

Bohaterem powieści jest Richard Zonga – agent bliżej nieokreślonej agencji. Na samym początku książki poznaje on pewien sekret co ściąga na jego głowę problemy. Jakby tego było mało informacje, w których posiadaniu się znalazł nie są pełne i musi nie tylko ukrywać się przed dawnymi kolegami po fachu, ale także szukać kolejnych elementów układanki. Niestety fabuła nieco się rwie. Z jednej strony tajemnica, do której został dopuszczony Richard jest tak ważna, że błyskawicznie staje się poszukiwany i grozi mu śmierć. Z drugiej zaś strony w dalszej części książki dowiadujemy się, że całkiem sporo osób ma przybliżone pojęcie o tym mrocznym sekrecie.

Dosyć problematyczny jest język. Autor starał się uczynić głównego bohatera postacią z krwi i kości. Agent jest osobą zdemoralizowaną przez wysokie zarobki i konieczność odreagowywania po pracy. Stąd wyraża się on wulgarnie i często podkreśla swoją seksualność. Niestety podczas lektury nie wygląda to zbyt dobrze. Częste bluzgi przeplatane wstawkami o udanym pożyciu są nieco denerwujące i nie pomagają wczuć się w klimat lektury.

Często zdarza się, że w książkach z nurtu SF jest zdecydowanie więcej części „fiction” niźli „science”. Tak samo niestety wygląda sytuacja z powieścią Przemka Angermana – momentami pomysły autora są tak nierzeczywiste, że ciężko jest nam zawiesić czytelniczą niewiarę.

Świat, w którym żyją bohaterowie nie obnaża przed czytelnikami swych tajemnic. Autor nie prowadzi nas za rękę. Musimy sami sobie złożyć obraz rzeczywistości towarzyszącej Richardowi Zondze. Co prawda pisarz dostarcza nam trochę informacji jednakże ich ilość jest zdecydowanie zbyt mała byśmy mieli pełny obraz świata. Oczywiście trochę utrudnia nam to poruszanie się po świecie ksiązki, ale jednocześnie pozwala to na trening naszej wyobraźni. Sam świat jest zresztą ciekawą stroną utworu. Na ile da się go zrekonstruować to wydaje się nie być do końca spójny i logiczny niemniej jednak pomysł autora jest ciekawy i na swój sposób fascynujący. Wiele elementów opisanej rzeczywistości można by było wykorzystać w grze komputerowej czy w klasycznym RPGu. Takimi nośnymi motywami są chociażby agencje zarządzające agentami wraz z wygodnym ich podziałem na kategorie, czy też łatwość manipulacji ludzką pamięcią. Wokół najciekawszego pomysłu skupia się cala fabuła książki i niestety jego zdradzenie zepsułoby całą przyjemność płynącą z lektury.

Tożsamość Rodneya Cullacka pomimo wspomnianych powyżej błędów i niedoskonałości nie jest książką pozbawioną jakiejkolwiek myśli. Wręcz przeciwnie – autor stara się zadawać dość podstawowe pytania. Bohaterowie i ich przygodny zmuszają nas do zastanowienia się nad wolną wolą czy też nad istotą tożsamości i człowieczeństwa. Nie są to lekkie tematy i nie da się na tak fundamentalne pytania udzielić jednej prostej odpowiedzi. Pisarz poprzez usta i czyny stworzonych postaci zdaje się nam sugerować jedno z możliwych rozwiązań, a od nas zależy czy przychylimy się do opinii autora.

Tozsamość Rodneya Cullacka

Serdecznie dziękuję autorowi – Przemkowi Angermanowi za udostępnienie mi egzemplarza recenzenckiego.

Autor: Przemek Angerman
Wydawca: Uroboros
Książka na stronie wydawcy

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Polacy nie gęsi

Reklamy