Tagi

, , ,

Poniższy tekst opublikowałem jakiś czas temu na stronach księgarni Matras. Niemniej książkę cenię na tyle mocno, że recenzję zamieszczam równiez tutaj.

Fantastyka naukowa w odróżnieniu od fantasy staje często przed istotnym problemem dezaktualizacji. Jest to szczególnie widoczne w filmach, ale i literatura jest często dotknięta tą przypadłością. Powoduje to, że czytelnik po starsze książki z nurtu SF sięga ze swoistym niepokojem – wszak często wymagają one przymrużenia oka. W wypadku „Pikniku na skraju drogi” problem ten nieomalże nie istnieje – wystarczyłoby zmienić pojawiające się gdzieniegdzie daty z 19… na 20… i z łatwością można by uznać, że książka napisana została niedawno. Patrząc wnikliwiej na tekst można jeszcze zwrócić uwagę na brak pewnych rozwiązań (telefony komórkowe czy internet mogłyby ciut zmienić bieg wydarzeń), ale są to różnice prawdziwie kosmetyczne.

Chociaż napisany przed czterdziestoma laty „Piknik na skraju drogi” wciąż opowiada fascynującą historię kontaktu z obcą cywilizacją. Chociaż może bardziej by należało stwierdzić, że jest to historia zderzenia z produktami obcej techniki. Obcy pojawili się i zniknęli. Zostały po nich strefy lądowania wypełnione przez „coś”. Trudno stwierdzić czy to urządzenia wybitnej cywilizacji czy też ledwie śmieci, które po nich zostały. Faktem jednak jest, że pomimo upływu lat miejsca lądowania są śmiertelnie groźne dla przedstawicieli gatunku ludzkiego. Najprościej byłoby je otoczyć pasem bezpieczeństwa, ogrodzić murem i zostawić, ale ludzkość tak nie postępuje. Naukowcy chcą wszystko zbadać, zwykli ludzie są zaś rządni sensacji. Nic więc dziwnego, że wokół strefy lądowania rozwija się instytut badawczy, a jeszcze wcześniej pojawiają się stalkerzy – osoby, które ryzykują własnym życiem by spieniężyć artefakty jakie zostawili po sobie obcy.

Ironiczny jest fakt, że „Piknik…” tak jak i każda inna pozycja o kontakcie z inną cywilizacją jest niczym innym jak opisem nas samych. Przyczyną takiego stanu rzeczy często jest to, że autor – będąc człowiekiem nie ma jak stworzyć nieludzkiej psychiki. Jednak bracia Strugaccy nie próbowali pisać o obcych. Obecność przybyszów kosmosu, czy też raczej to co po tejże obecności zostało, to jedynie pretekst do tego by opisać zachowania ludzi. Duet pisarzy roztoczył przed czytelnikami obraz przygnębiający. Widać ludzkość upadłą – ludzi gotowych ryzykować życie dla pieniędzy na alkohol, ludzi, którzy zostawiają innych na śmierć, brutalnych stróżów prawa, przestępców bez sumienia czy wreszcie tych, którzy z jakiegoś powodu zaprzedać muszą swoje przekonania. Jednak w tym brutalnym i zgniłym świecie wciąż jest miejsce na miłość, współczucie i marzenie o większym dobru.

Narracyjnie opowieść poprowadzona jest po mistrzowsku przez większą część książki czytelnik trzymany jest w napięciu, a nawet lęku. Na bohaterów z każdej strony czyha niebezpieczeństwo – tym gorsze, że nieokreślone – nieznane. Kiedy zaś są oni poza „strefą” na względnie bezpiecznym terenie to ich decyzje niosą za sobą konsekwencje – czasami dla całej ludzkości. Jedyne co rozczarowuje to sam koniec, ale te kilka zdań w żadnym stopniu nie umniejsza wrażenia jakie wywiera cała powieść.

Piknik na skraju drogi to trzymająca w napięciu pozycja, w której autorzy wykorzystali obcą cywilizację jako pretekst do obnażenia ludzkiej natury. Czytelnik otrzymuje zarówno zgrabnie napisaną i fascynującą historię jak i rozważania autorów na temat ludzkości. Nie są one zbyt wesołe, ale pomimo wszystko zostawiają nadzieję, że tli się w nas trochę dobra.

Piknik na skraju drogi

Autor: Arkadij i Borys Strugaccy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Irena Lewandowska

Advertisements