Tagi

, , , ,

W dniach 21-23 marca 2014 w Poznaniu odbył się Pyrkon. Na ten największy polski konwent dotarło w tym roku ok. 24 tysiące osób. Większość opinii, z którymi się spotykam to zachwyty. Sam jednak mam mieszane uczucia. Impreza była dobra, ale pojawiły się pewne istotne problemy.

Na początek chciałbym oddać honor organizatorom. Uważam, że pomimo wspomnianych dalej wad, konwent był dobry, a dla całej ekipy organizacyjnej należą się wielkie brawa. Na pochwałę zasługuje zwłaszcza rozwiązanie problemu wielkiej kolejki do wejścia – rezygnacja ze spisywania danych uczestników, opcja zakupu wejściówek dla kilku osób naraz oraz pozbycie się opasek znacząco przyspieszyły akredytowanie uczestników. Wyraźnie widać, że organizatorzy wyciągnęli wnioski z ubiegłorocznych problemów Pyrkonu z kolejką. Podczas trwania imprezy nie doszły mnie słuchy o żadnej poważnej wpadce organizacyjnej co przy tej skali przedsięwzięcia jest nie lada sztuką. Chylę wiec przed ekipą organizacyjną czoła – odwalili kawał naprawdę dobrej pracy. Na pochwałę zasługuje też rozwiązywanie problemów pojawiających się podczas konwentu. Przy bramkach wyjściowych z targów ciągle tworzyły się kolejki – po jakimś czasie można było wyjść bez odklikiwania się na bramce. Niestety nie ma róży bez kolców – a kilka z nich było wyjątkowo ostrych.

Pyrkon

Największym problemem była dostępność atrakcji. Orgowie wykonali dość dziwny ruch na skutek, którego w części sal atrakcje zaczynały się o pełnych godzinach, a w części 30 minut po pełnej godzinie. Przychodzi mi do głowy kilka pomysłów czemu miało to służyć – być może miało chronić osobę, która odbije się od drzwi na jakiejś prelekcji przed koniecznością czekania godziny na kolejną szansę wzięcia udziału w innej atrakcji. W praktyce niestety głównie komplikowało to wybieranie programu, a dodatkowo utrudniało spotkanie się ze znajomymi. Większym problemem była jednak za mała ilość miejsc w salach. Mam pełną świadomość, że budynki MTP nie są z gumy niemniej niniejszy problem towarzyszy Pyrkonowi od kilku lat, a nie widziałem zbyt wielu prób rozwiązania go (oczywiście wprowadzenie sceny pomogło rozwiązać problem dla kilku paneli, ale to zdecydowanie za mało). Warto tu wspomnieć o skali tej niedogodności. Mnie udało się wejść na wszystkie atrakcje, które planowałem poza jedną. Znam jednak osobę, która odbiła się od drzwi w wypadku 8 z 10 planowanych atrakcji (niekiedy nie pomagało nawet czekanie pod sala na 30 minut przed rozpoczęciem wybranego panelu). Wydaje się, że są tylko dwa wyjścia z tej sytuacji – drastyczne ograniczenie liczby miejsc na Pyrkonie albo też usunięcie ścianek, które przepoławiają sale konferencyjne w budynku 7 (powstaną 4 większe sale zamiast 8 małych) a w miejsce „usuniętych” sal trzeba by przygotować pomieszczenia na którejś z hal targowych (co będzie wymagało sporej pracy przy ustawieniu nagłośnienia tak by „sale” wzajemnie sobie nie przeszkadzały).

Problem stanowiły też zaimprowizowane sale – bloku anglojęzycznego oraz bloku mangowego (w tych drugich nie byłem, ale opinie innych wskazują, że problemy z brakiem nagłośnienia były podobne). Salę anglojęzyczną stanowił niewielki wycinek korytarza odgraniczony zabudową targową. Wszystko, co działa się na korytarzu skutecznie zagłuszało odbywające się prelekcje. Uważam, że jeśli organizatorzy chcą zaprosić międzynarodowa publikę (co jest naprawdę doskonałym pomysłem) to należy odwiedzającym zapewnić godziwe warunki. Sala, którą udostępniono niestety takowych nie zapewniała – mam nadzieję, że nikogo z zagranicznych gości nie zniechęci to do polskich konwentów.

Fragment hali targowej

Pojawiały się tez inne drobne niedogodności. Wśród nich wypada wspomnieć o niewystarczającej liczbie koszy na śmieci na terenie targów czy też o nieco zbyt wczesnym zamykaniu hali wystawców i zbyt późnym jej otwieraniu (chociaż to jest już bardzo subiektywna opinia). Wreszcie w informatorze przy opisach gości brakowało informacji o tym w jakich punktach programu wezmą udział – jest to naprawdę drobnostka, ale taka informacja ułatwia wybór programu osobom, które koncentrują się na gościach.

Od jakiegoś czasu pojawiały się wśród fanów głosy o „upadku obyczajów” objawiającym się tym, że ludzie na konwentach zaczynają się do siebie zwracać „per Pan/Pani” zamiast używać form bardziej bezpośrednich. Niestety na Pyrkonie było to bardzo widoczne. Zarówno organizatorzy, gżdacze jak i prelegenci używali formalnych zwrotów. Nie można rzecz jasna poczytywać tego jako wielkiego błędu, ale jest to sytuacja o tyle przykra, że na dużym konwencie, który dla wielu nowych osób może stanowić drzwi do fandomowego świata nie kultywuje się tej pięknej tradycji traktowania wszystkich – nawet nowo poznanych, jak kolegów.

Miłość niejedno ma imie - szczególnie w fantastyce

Po porcji zarzutów chciałbym jeszcze wspomnieć o plusach związanych z programem literackim. Program nie był co prawda tak dobry jak rok temu, ale jednak obfitował w liczne spotkania i prelekcje, które pozwalały dobrze się bawić. Pyrkon gościł 6 zagranicznych gości w samym tylko bloku literackim – nie wszystkie nazwiska są w Polsce szeroko znane, ale pisarze tacy jak Tad Williams czy Charles Stross to jednak sławy. Pozostali także mają na swoim koncie różne publikacje w naszym kraju. Oczywiście organizatorzy nie zapomnieli o polskich twórcach fantastyki – na liście gości znalazła się naprawdę imponująca liczba twórców. Nie byłem w stanie odwiedzić wszystkich punktów programu podczas których pisarze zabierali głos, ale te kilka, na które trafiłem były naprawdę dobre. W sobotę o 13 na dużej scenie odbyła się dyskusja panelowa Being a writer, w której udział wzięli Tad Williams, Charles Stross, Lauren Beukes i Władimir Arieniew. Zadawane przez prowadzącego pytania pozwoliły pisarzom przedstawić kilka szczegółów na temat tego jak wygląda życie twórcy literatury. Także inne spotkania zaliczam do udanych – niedzielny wykład Charlesa Strossa dawał dobry wgląd w mechanizmy projektowania świata SF bliskiego zasięgu, dyskusja o miłości (a w zasadzie erotyce) w fantastyce pomiędzy Marcinem Przybyłkiem, Ewą Białołęcką, Jackiem Komudą i Rafałem Kosikiem była niezwykle zabawna co było zasługą zarówno panelistów jak i prowadzącej – Klaudii Heintze. Można by wymieniać kolejne ciekawe atrakcje, ale pozwolę sobie tego nie robić – dla ciekawych program dostępny jest na stronie Pyrkonu. Starczy stwierdzić, że każdy miłośnik fantastycznej literatury miał możliwość posłuchania licznych pisarzy, a także mógł skorzystać z okazji i zebrać autografy.

Pyrkon 2014 był konwentem zorganizowanym z niespotykanym dotąd w Polsce rozmachem. Organizatorom należą się brawa za to, że pomimo pewnych problemów impreza zorganizowana była dobrze i pozwoliła uczestnikom na udaną zabawę. Jednak w kolejnym roku konieczne będą istotne zmiany dotyczące atrakcji, gdyż od kilku lat widać postępujący problem z dostawaniem się na nie. Mam nadzieję, że w 2015 organizatorzy poradzą sobie z tym tak dobrze jak poradzili sobie z rozładowaniem kolejki do wejścia w roku bieżącym.

Kolejne konwenty na ten rok

Reklamy