Tagi

, , , ,

Są książki, które po polsku bardzo wiele tracą. Zalicza się do nich Ogrze, ogrze Piersa Anthonyego. Jest to piąty tom cyklu Xanth, w którym autor po raz kolejny zabiera czytelnika do cudownej krainy, w której w zasadzie każde stworzenie obdarzone jest jakąś mocą, a i przedmioty zdawałoby się martwe miewają swoje zdolności.

Fabuła Ogrze, ogrze kojarzy się z baśniami czy też dziecięcymi bajkami. Jest to przyjemna historia o przyjaźni, poświęceniu i miłości. Sama przedstawiona historia mogłaby być spokojnie opowiedziana dzieciom (oczywiście po zmianie niektórych szczegółów). Dla dorosłych fabuła jest nieco zbyt prosta i naiwna, ale czasem miło przeczytać jest coś prostego. Dodatkowo tak naprawdę opowiedziana historia nie jest najważniejszym elementem książki. Dużo ważniejsza jest dla autora gra z czytelnikiem.

Piers Anthony w swoim wielkim cyklu niezwykle chętnie stroi sobie żarty. Mają one różną formę. Wsytepuje tu kilka osobnych warstw żartów. Możemy się śmiać z ogrów przedstawianych jako istoty agresywne i mało inteligentne. Główny bohater – Ogr Grzmot wyrusza do zamku Dobrego Czarodzieja Humfreya, żeby zadać mu ważne pytanie. Niestety jest zbyt głupi by je zadać więc po dotarciu tylko czeka na odpowiedź. Potem podczas jego podróży wielokrotnie widzimy jak autor nabija się koncepcji głupiego i pełnego agresji ogra. Oczywiście oberwało się też innym rasom – podczas lektury śmiejemy się z metod flirtowania goblinów czy też z królestwa much otoczonego wielki płotem z lepu na muchy. Osobną kategorią są magiczne rośliny wszelkiego rodzaju. W Xancie na drzewie mogą rosnąć buty czy dowolne inne przedmioty.  Trudno byłoby wyliczyć wszystkie takie gagi, którymi posłużył się autor. Niemniej te proste żarty nie są tym co w książce najśmieszniejsze. Dużo ciekawsze i zabawniejsze wydaję się żarty językowe.

Niestety polskie tłumaczenie nie oddaje tych ostatnich. Wielu można się domyślić podczas lektury. Ich odkrycie potrafi wzbudzić niekontrolowane parsknięcie śmiechem. Niestety jednak tłumacz często nie podejmował nawet próby oddania ich w naszym rodzimym języku. Można to wybaczyć – część z nich jest po prostu nieprzetłumaczalna. Szkoda jednak, że nie zostały wyjaśnione w formie przypisów. Umożliwiłoby to docenienie humoru autora bez względu na poziom znajomość angielskiego.

Myliłby się jednak ktoś kto by ocenił tę powieść jedynie jako żart, który nic nie wnosi. Fabuła, chociaż prosta, skłania jednak do pewnych przemyśleń. Dotyczą one w sposób oczywisty natury relacji międzyludzkich, ale także zachęcają do autorefleksji – do określenia kim się jest i co naprawdę stanowi istotę nas samych. Dla dorosłego odbiorcy zapewne nic z tego nie będzie nowością. Jednak czytane w pewnym wieku przygody Grzmota mogą pozwolić na poukładanie sobie kilku spraw.

Chociaż tłumacz nie przetłumaczył pewnych gier słownych to Ogrze, ogrze pozostaje lekturą polepszającą humor. Dzięki prostej fabule o pozytywnym przesłaniu i licznym żartom trudno po lekturze nie czuć zadowolenia. Dodatkową rozrywką może być doszukiwanie się gagów, które zniknęły na skutek tłumaczenia. Jednocześnie chociaż rozważania autora o naturze ludzkiej nie są odkrywcze warto po nie sięgnąć – chociażby po to by pewne sprawy ponownie przemyśleć.

Ogrze, ogrze

Autor: Piers Anthony
Wydawca: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Książka na stronie wydawcy

Reklamy