Tagi

, , , ,

Kiedy słyszymy „kosmiczna katastrofa”, do głowy przychodzą nam najróżniejsze scenariusze, począwszy od awarii na stacji kosmicznej, a skończywszy na uderzeniu gigantycznej asteroidy w powierzchnię naszej planety. Osobna kategorię stanowią zaś inwazje kosmitów, w których swojego czasu lubował się Hollywood. Zaprezentowana w Fiolecie katastrofa nie przystaje w pełni do powyższych wyobrażeń, jednakże łączy ją z nimi źródło pochodzenia zagrożenia – głęboki kosmos.

Założenie świata przedstawionego jest takie, że w różnych punktach Ziemi nagle wyrastają olbrzymie fioletowe organizmy. W zasadzie nie są one agresywne, tyle tylko, że wydzielają olbrzymie ilości cyjanowodoru, co skutkuje błyskawiczną śmiercią całego życia w najbliższej okolicy. Na szczęście istoty te bardziej przypominają nasze rośliny czy też grzyby, niźli zwierzęta i stoją sobie spokojnie w centrach miast, rosnąc i zalewając otoczenie gazową trucizną. Nie dowiadujemy się, czy jest to inwazja obcych, czy też naturalny proces rozwoju dziwnych organizmów, nazwanych od koloru – fiołkami. Faktem jednak pozostaje, że życie na Ziemi jest zagrożone i konieczne staje się powstrzymanie kolejnych fiołków przed wyrastaniem oraz neutralizacja tych, które już się pojawiły. Szczęśliwie naukowcy odnajdują ich słaby punkt, a specjalne oddziały spadochroniarzy mogą zajmować się neutralizacją kolejnych zarodni, które docierają do nas z przestrzeni kosmicznej. Właśnie służby pracujące przy pozbywaniu się warszawskiego fiołka i zabezpieczające okolicę przed pojawieniem się kolejnych są głównym tematem opowieści.

Sam pomysł autorki jest ciekawy i chociaż skonstruowany przez nią świat wydaje się mało prawdopodobny, to jednak z ochotą przychodzi nam się w nim zanurzyć. Przekonujące są za to zachowania ludzi. Społeczeństwo po pierwszym szoku spowodowanym tragedią przyzwyczaja się do nowych reguł życia i chociaż w pewnym strachu, to jednak ludzie egzystują zwyczajnie. Ot, część miasta została wydzielona i jest niedostępna. Jak zawsze po tragedii pokazują się cwaniacy  – ludzie, którzy próbują w opuszczonych dzielnicach znaleźć pieniądze i kosztowności, czy też w inny sposób zbić majątek wykorzystując nietypowe okoliczności. Oczywiście muszą powstać stosowne służby, mające za zadanie zniszczyć fiołka i do czasu zniszczenia dbać o przestrzeganie prawa w jego okolicy.

Trochę do życzenia pozostawia sama fabuła. Bardziej niż spójną opowieść zdążająca w konkretnym kierunku otrzymujemy po prostu jakiś wycinek z życia służb. Opowieść jest ciekawa, ale jednak brakuje jej jakiegoś celu. Część wątków z początku książki zostaje za wcześnie zamknięta, innym zaś brakuje stosownego zamknięcia. Pomimo tego przez przeważająca większość książki powieść czyta się z zaciekawieniem, ale jednocześnie odczuwa się, że potencjał kryjący się w pomyśle nie został w pełni wykorzystany.

Fiolet Magdaleny Kozak nie jest arcydziełem literatury, ale nie jest też książką złą. Lektura jest przyjemna, chociaż zdarzają się tez nudniejsze fragmenty, przez które trzeba po prostu przebrnąć. Tytuł wyróżnia się ciekawym pomysłem katastrofy, która nadchodzi z kosmosu, ale jego realizacja niestety nie jest idealna. Największym błędem jest brak stosownego rozwinięcia początkowych wątków, które zostały po prostu dość brutalnie ucięte.

Fiolet

Autor: Magdalena Kozak
Wydawca: Runa/Bellona
Książka na stronie wydawcy

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Polacy nie gęsi

Reklamy