Tagi

, , , , , , ,

Ostatnimi laty wśród fanów fantastyki (i nie tylko wśród nich) można zauważyć modę na stylizację steampunkową. Dotyczy ona zarówno literatury, jak i gier, czy wreszcie mody. W Pszczynie powstała nawet restauracja utrzymana w takiej stylistyce. Całość ruchu zaczęła się jednak od literatury, a Maszyna różnicowa Williama Gibsona i Bruce’a Sterlinga to powieść, którą często wymienia się jako tę, która zaprezentowała gatunek szerszej publiczności.

W tym dziele najważniejsza jest sceneria. Autorzy zabierają nas w podróż do Londynu z połowy XIX wieku. Do miasta, w którym wciąż widoczny jest swoisty podział klasowy. Jest to miejscowość przez wielu kochana, ale też mająca liczne wady, takie jak chociażby silnie zanieczyszczone powietrze. Jednakże w odróżnieniu od Londynu, jaki znamy z naszej historii, w książce mieszkańcy tego miasta używają komputerów. Nie mają one jednak postaci powszechnie nam towarzyszących „pudełek”, a są to dużo większe mechaniczne maszyny napędzane parą. Ta sceneria jest wręcz kwintesencją książki. Jeśli w kimś porusza ona ukrytą w duszy strunę, to utwór ten przypadnie mu do gustu, jeśli jednak taka wizja jest odstręczająca, to od książki lepiej się trzymać z daleka.

Na Maszynę różnicową składa się 6 rozdziałów. Należy jednak je podzielić na części – trzy nie w pełni powiązane historie oraz suplement. Pierwszy rozdział najbardziej jest oddalony od reszty książki. Poznajemy w nim Sybil Gerard, parającą się najstarszym zawodem świata i zapoznajemy się ze światem, układem politycznym i pewnymi wątkami z alternatywnej historii Wielkiej Brytanii. W rozdziale drugim trafiamy na najbardziej istotnego z bohaterów – Edwarda Mallory’ego – naukowca, odkrywcę brontozaura, a przede wszystkim dżentelmena. Edward będzie nam towarzyszył przez trzy rozdziały, które stanowią drugą część książki. Czytając o jego przygodach spotkamy Laurence’a Oliphanta, który stanie się bohaterem trzeciej części zamieszczonej w rozdziale piątym. Książkę zakańcza swoisty suplement mający postać zbioru listów, wycinków prasowych, poematów itd. Wyjaśniają one i rozwijają niektóre z wątków pojawiających się na poprzedzających je stronach. Możliwość podzielnia książki na części nie oznacza jednak w żaden sposób, że nie stanowi ona całości. Postacie i wątki częściowo się przeplatają i chociaż rozdziały 2-5 można czytać bez pierwszego, to jednak jego znajomość pozwala nam zauważyć pewną sieć powiązań.

Wyraźny w powieści wątek kryminalny powinien uczynić lekturę szybką, wciągająca i trzymającą w napięciu. Niestety tak się jednak nie dzieje. Lektura jest raczej powolna. Nie oznacza to, że jest nudna. Po prostu czegoś w niej brakuje – akcja nie jest dość wartka, co wydaje się dziwne w powieści bazującej na wątku kryminalnym. Chociaż więc sam szkielet fabuły jest interesujący, a bohaterowi dość wyraziści, to lektura nie jest ucztą literacką – albo ściślej – nie dla każdego może nią być. Rzecz rozbija się o wspomnianą powyżej konwencję – jeśli nie przeszkadza ona w czytaniu, ale jednak nie jest zachwycająca, to książka w całości wydaje się nieco mdława.

Maszyna różnicowa zbudowana jest na ciekawych pomysłach – zarówno sam świat jak i fabuła mają pewien potencjał. Napędzające akcję tajemnicze karty maszynowe, pozwalające na uruchomienie na komputerach bliżej nieznanego programu, mogą rozpalić wyobraźnię. Autorzy dobrze operują językiem i przez każdą stronę powieści utrzymują stały nastrój. Jednak pomimo tych oczywistych zalet książka nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań.

Maszyna różnicowa

Autor: William Gibson i Bruce Sterling
Wydawca: MAG
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Reklamy