Tagi

, , ,

Cykl inkwizytorski przyniósł Jackowi Piekarze sławę i stał się głównym motorem jego kariery przed kilku laty. Niestety, po pierwszych czterech ciekawych tomach, zaczęły pojawiać się prequele – Ja, inkwizytor: Wieże do nieba oraz Ja, inkwizytor: Dotyk zła rozczarowywały swoją formą, dodatkowo budząc złość zmarnowaniem naprawdę dobrych pomysłów. Po tym rozczarowaniu dość długo wstrzymywałem się przed lekturą kolejnego prequelu – Ja, inkwizytor: Bicz Boży. Na szczęście w tym tomie Jacek Piekara pokazuje, że o Mordimerze Madderdinie nadal potrafi pisać.

Oczywiście Bicz Boży nie jest tak ciekawy, jak Młot na czarownice. Nie ma w tym nic dziwnego – wszak jedną z zalet pierwszej części cyklu było zaskoczenie konstrukcją świata – tu jest to już stary i ograny schemat. Wiemy o Mordimerze naprawdę dużo, a i otaczające go uniwersum nie tchnie powiewem świeżości. Jednakże jest to typowe dla prawie każdego cyklu w literaturze i jeśli autor potrafi pisać, nie stanowi to dużego problemu.

Główny bohater jest taki, jaki był we wcześniejszych częściach cyklu. Autor wciąż używa zbliżonych sformułowań, każąc mu tytułować się pokornym sługą i dbać o siebie nie dla zaspokojenia własnych potrzeb, a jedynie w celu służenia Świętemu Officjum. Ta maniera Mordimera Madderdina bywa denerwująca, jednak czyni go charakterystycznym i wyrazistym.

Cieszy forma książki – nie są to kolejne opowiadania, połączone jedynie uniwersum i postacią głównego bohatera. Tym razem w rękach trzymamy powieść. Ta dłuższa forma pozwala na rozbudowanie pomysłu. Dzięki temu autor unika problemu widocznego w dwóch wcześniejszych prequelach, gdzie dobre pomysły były ucinane, by zmieścić się w krótszej formie. Niestety, pomysł, który autor tu rozbudował, nie jest aż tak ciekawy, jak te, które legły u podstawy wcześniejszych książek. Można to jednak Piekarze wybaczyć, gdyż jego styl powoduje, że książkę i tak czyta się z przyjemnością.

Lektura momentami przypomina Łowców dusz. Gdzieś przemycone po kryjomu czają się informacje o klasztorze Amszilas. Piekara nic w zasadzie o nim nie mówi, ale da się wyczuć tajemnicę, która sprawiała, że po lekturze czwartej części cyklu z wypiekami na twarzy czekało się na kontynuację – Czarną śmierć. Niestety, pomimo zapowiedzi na rok 2007, ta kontynuacja do dzisiaj się nie ukazała. Bicz Boży zaostrza apetyt na dowiedzenie się czegoś więcej o wewnętrznym kręgu inkwizytorium. Pozostaje mieć nadzieję, że Czarna śmierć w końcu jednak zostanie opublikowana.

Powieść można by nieznacznie skrócić. Nie trzeba wycinać wiele – może 30, może 50 stron. Akcja nabrałaby wtedy miejscami większego tempa i odbiór całości byłby bardziej pozytywny. W obecnej formie sporadycznie trafia się na dłużyzny, które co prawda nie dyskredytują książki, ale nieco obniżają jej ocenę.

W powieści Ja, inkwizytor: Bicz Boży Jacek Piekara pokazał, że dalej potrafi ciekawie pisać o Mordimerze Madderdinie, który jest jego najbardziej rozpoznawalnym bohaterem. Chociaż tekst ten jakością nie dorównuje początkom cyklu, to jednak wyraźnie przebija opowiadania publikowane w dwóch poprzedzających go tomach.

Ja Inkwizytor Bicz Boży

Autor: Jacek Piekara
Wydawca: Fabryka Słów
Książka na stronie wydawcy

Advertisements