Tagi

, , , , , ,

Starship troopers to jedna z tych książek, które wyraźnie odciskają się w kulturze. Nie tylko doczekała się wielu wydań w różnych językach, ale także zainspirowała twórców parających się innymi obszarami twórczości – powstały filmy, animacje, gry komputerowe czy gra RPG, będące lepszym lub gorszym odwzorowaniem prozy Heinleina. Niemniej książkę należy oceniać nie przez pryzmat tego, co uczynił z nią przemysł kultury, a raczej poprzez to, na ile dużo radości daje nam jej lektura.

Sięgając po książkę uchodzącą za klasykę militarnego SF mamy konkretne oczekiwanie. Już na pierwszych stronach Heinlein je spełnia. Narrator – Juan „Johnnie” Rico zaczyna snuć opowieść o tym, jak z innymi żołnierzami zostaje zrzucony z orbity na jakąś planetę, celem wykonania wojskowej misji. Akcja trzyma w napięciu i chociaż nie wiemy dokładnie kto z kim i dlaczego walczy, trzymamy kciuki za narratora. Jednakże wbrew temu, czego można by oczekiwać po pierwszym rozdziale, w dalszej części książki nie czytamy o kolejnych potyczkach. Zamiast tego Rico przedstawia nam swoją opowieść. Opisuje on szkolenie wojskowe jakie przeszedł, wspomina dom rodzinny, szkołę średnią. Jeśli mówi o walkach, to raczej są one jedynie wspomniane. Nie znaczy to jednak, że powieść błędnie określa się terminem „militarnej”. Całość przesiąknięta jest wojskowością. Nie chodzi nawet o to, że większość bohaterów to żołnierze. Dużo bardziej odczuwalne jest to w języku, jakiego używają postaci, oraz w wymowie powieści. Ta ostatnia zresztą przysporzyła książce wiele krytyki – zasłużonej czy nie, to już osobna kwestia.

Heinleinowi zarzucano propagowanie wojskowości i zachwalanie wojny. Oskarżano go też o nawiązania do faszyzmu, a także doszukiwano się w wojnie z robalami wątków rasistowskich. Trudno nie zgodzić się z tym, że Starship troopers gloryfikuje wojskowość. Zarówno sama wymowa powieści, jak i wybrane z niej cytaty wskazują, że autor traktuje obronę kraju jako coś niezwykle cennego. Bodaj najwyraźniej widać to w myśli „najszlachetniejszym losem dla człowieka jest postawić swoje śmiertelne ciało pomiędzy ukochanym domem, a spustoszeniem jakie niesie wojna”[1]. Podczas lektury można odnieść wrażenie, że powieść stanowi zachętę do zaciągnięcia się do wojska. Czy jednak takie stawianie sprawy stanowi wadę książki, każdy musi zdecydować sam. Część z innych zarzutów wydaje się być absurdalna, część zaś może być uzasadniona. Niemniej bez względu na kontrowersje, Starship troopers zyskało popularność, gdyż jest to zwyczajnie pozycja warta przeczytania.

Innym zarzutem, jaki stawiano Heinleinowi, jest to, że bohaterowie są niezwykle schematyczni, że po przeczytaniu ponad 300 stron powieści nie wiemy, co lubi narrator, a czego nie i wreszcie, że nie możemy mówić o jego rozwoju, bowiem za mało o nim wiemy. Część z tych twierdzeń jest bezpodstawna, z innymi można się zgodzić. Rzeczywiście większość postaci jest jedynie zarysowana. Dowiadujemy się o nich tyle samo, co o ludziach, których mijamy na ulicy. Ktoś jest dobrym dowódcą, kto inny doskonale walczy wręcz. Autor nie zastanawia się, czy sierżant szkolący Johnniego ma rodzinę, nie analizuje jego życia prywatnego i nie wspomina o jego słabościach, nie mających wpływu na głównego bohatera. Przedstawione postaci przypominają kartonowe dekoracje do taniego filmu. Niemniej nie przeszkadza to w lekturze. Przemyślenia, jakie autor chciał zaprezentować, nie koncentrują się na jednostkach. Rozważania Heinleina dotyczą całego narodu i sposobu organizacji państwa. Dlatego też mógł on potraktować postaci drugoplanowe po macoszemu. Nie można jednak zgodzić się z zarzutem, jakobyśmy niczego nie dowiadywali się o narratorze i jakoby był on niezmienny. Rzeczywiście Juan Rico jest od nas mocno odległy. Nie dowiadujemy się nic o jego wczesnym dzieciństwie ani o jego gustach (nie licząc faktu, że uwielbia kobiety). Widzimy jednak, jak jedna szczeniacka decyzja zmienia jego życie. Mamy okazję obserwować, jak on sam ewoluuje z dzieciaka w karnego żołnierza. Oczywiście, że są to pewne uproszczenia. Po lekturze książki rzeczywiście niewiele wiemy o tym, jak Johnnie zachowa się w licznych sytuacjach, niemniej jako postać jest on przekonujący i wiarygodny.

Pomimo licznych kontrowersji, jakie narosły wokół książki, i pomimo zarzutów co do jej wartości literackich, silnie wpłynęła ona na kulturę w latach późniejszych. Autor został za nią (bardzo słusznie zresztą) nagrodzony prestiżową nagrodą Hugo. Z poglądami Heinleina przedstawionymi na kartach powieści możemy się zgadzać lub też możemy z nimi polemizować, ale lektura Starship troopers jest fascynująca i naprawdę ciężko się oderwać od opowieści snutej przez Juana Rico.

 


[1] Ze względu na fakt iż nie posiadam polskiego przekładu dokonałem tłumaczenia samodzielnie.

Starship Troopers

Autor: Robert A. Heinlein
Wydawca: Ace Science Fiction
Książka na stronie wydawcy
Polskie wydanie

Advertisements