Tagi

, , , , ,

Drizzt Do’Urden to z pewnością jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie Zapomnianych Krain, a już na pewno najbardziej rozpoznawalny drow. Pojawia się on w licznych książkach, a spotkać go można było też w sławnym komputerowym RPGu – Baldur’s Gate. Morze mieczy to XIII księga cyklu Legenda Drizzta, który opowiada historię życia tego mrocznego elfa.

Chociaż wieloksiąg poświęcony Drizztowi i jego przyjaciołom jest bardzo popularny, to niestety jego jakość pozostawia nieco do życzenia. Wiadomym jest, że sięgając po książki wydawane z logiem Zapomnianych Krain nie należy oczekiwać cudów i doskonałej uczty literackiej. Oczywistym jest, że książki te spełniają się raczej jako forma niewymagającego relaksu po ciężkim dniu – i chwała im za to. Częściowo moją winą jest to, że Drizzt od początku mnie rozczarował. Bazując na jego popularności liczyłem, że będą to jedne z lepszych książek z serii, podczas gdy plasują się one raczej bliżej środka stawki. Właśnie to sprawia, że początkowe tomy Legendy… oceniałem dość nisko. Szczęśliwie po pierwszym zetknięciu z cyklem, kiedy moje oczekiwania stały się ciut niższe, łatwiej przychodzi mi doceniać zalety kolejnych tomów.

Jak więc Morze mieczy prezentuje się na tle reszty książek o tym dobrym drowie? Nie wyróżnia się ani specjalnie pozytywnie, ani negatywnie. Styl Salvatore’a bazuje na wartkiej akcji pełnej dynamicznych opisów walki, w których autor się specjalizuje. W powieści czytamy zarówno o potyczkach morskich, w których bierze udział barbarzyńca Wulfgar, jak i o pojedynkach na lądzie, w których spotykamy Drizzta i większość jego przyjaciół. Opisy te z jednej strony trzymają w napięciu, jednak z drugiej cały czas kołacze się nam w głowie świadomość tego, że dzielni towarzysze muszą wygrać.

W odróżnieniu od niektórych z wcześniejszych tomów, w Morzu mieczy dość mało dowiadujemy się o świecie Zapomnianych Krain. Autor nie opisuje tu ani mrocznego Podmroku, ani życia w Waterdeep, Luskan czy Dolinie Lodowego Wichru. Powieść skupia się głównie na dość prostej fabule i podczas lektury podążamy od potyczki do potyczki, jedynie odwiedzając lokacje opisane we wcześniejszych częściach cyklu. Z jednej strony powoduje to, że akcja jest dużo bardziej dynamiczna, co niewątpliwie jest zaletą w książce przygodowej. Jednak jednocześnie wiele tracimy, gdyż poznawanie światów to w fantastyce rzecz bardzo cenna.

Najciekawsze fragmenty książki stanowią wstępy do każdej części (a tych jest cztery). Te krótkie – ledwie kilkustronicowe wtrącenia stanowią jakby pamiętnik pisany przez Drizzta. W nich właśnie dzieli się on swoimi przemyśleniami i poniekąd podsumowuje historię opisaną w książce przez trzecioosobowego narratora. Tak jak i w innych tomach Legendy Drizzta, tak i tu wnioski mrocznego elfa są dość trafne. Oczywiście, tak jak i reszta książki, są one proste i w wielu miejscach wręcz infantylne, ale pomimo to czyta się je bardzo przyjemnie i można się bez problemu zgodzić z drowem.

Morze mieczy jest nieskomplikowaną książką, którą można swobodnie czytać jako niewymagający przerywnik pomiędzy innymi lekturami. Ważnym jedynie jest, by nie zabierać się za kolejne tomy Legendy Drizzta jeden po drugim, gdyż w dużej dawce historie Salvatore’a mogą okazać się najzwyczajniej nużące. Jednak w niewielkim stężeniu od czasu do czasu stanowią miłe uzupełnienie czytelniczej diety, dostarczając niezbędnych emocji i pozwalając odsapnąć od innych tytułów.

Morze Mieczy

Autor: R.A. Salvatore
Wydawca: ISA
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Książka na stronie wydawcy

Reklamy