Tagi

, , , , , , , , , ,

Pamiętam jak w roku 2011 konwent Falkon został odwiedzony przez Petera Wattsa. Bardzo chciałem wtedy zakupić jego Ślepowidzenie, lecz niestety było ono niedostępne. Chęć zdobycia autografu okazała się jednak silna i zaopatrzyłem się w Rozgwiazdę – początek trylogii ryfterskiej. Już jedno z pierwszych przeczytanych zdań szalenie zapadło mi w pamięć. Watts w swojej przedmowie napisał, że wydawcy z Niemiec i Rosji odrzucili publikację Rozgwiazdy, jako iż była ona zbyt mroczna. Dalsza lektura tej książki, a potem następującego po niej Wiru, nie wyjaśniła mi tego fenomenu. Obie te pozycje były mroczne i ciężkie, przepełniał je ból i agresja. Jednak pomimo to ich odrzucenie z powodu owego mroku wydawało się przesadą. Dopiero Behemot będący zwieńczeniem trylogii spowodował, że zacząłem przypuszczać, że wydawcy u naszych wschodnich i zachodnich sąsiadów wiedzieli lub wyczuwali, co się święci.

Chociaż w finalnym tomie trylogii ginie mniej ludzi, niż w poprzednich częściach, to jednak jest to książka dużo cięższa. Tragedie ludzkie opisane są w sposób bardziej dosadny, a zanurzony w otchłani szaleństwa świat jest miejscem naprawdę straszliwym. W kilku miejscach pisarz pozwolił sobie na zbyt precyzyjny opis zachowań seksualnych jednego z bohaterów. Czytanie tych fragmentów było naprawdę nieprzyjemne i zapewne podarowałbym je sobie gdyby nie to, że zakładałem, że pojawią się tam pewne istotne dla fabuły informacje. Wycięcie tych kilkunastu stron i zastąpienie krótkim podsumowaniem z pewnością wyszłoby książce na lepsze. Można jednak spojrzeć na to z drugiej strony i docenić jak bardzo prawdziwymi uczynił autor swoich bohaterów.

W porównaniu z poprzednimi tomami Behemot jest zdecydowanie dłuższy. W wersji oryginalnej został zresztą rozbity na dwie książki. Szczęśliwie polski wydawca zdecydował się na publikację całości w jednej książce. Niestety w parze z objętością przyszedł drobny spadek formy. Rozgwiazda i Wir były naprawdę bardzo dobre. Trzeci tom jest jedynie dobry. Miejscami nie da się oderwać od niego wzroku, ale kiedy indziej jest po prostu przegadany. Niemniej czas spędzony na jego lekturze zdecydowanie nie jest czasem zmarnowanym.

Fabuła Behemota osadzona jest 5 lat po wydarzeniach opisanych w Wirze. Na początku jest zaskakująca, potem jednak okazuje się, że sytuacja niezbyt miała możliwość rozwinąć się inaczej. Postaci przypominają siebie z wcześniejszych części, ale też widoczne są pewne zmiany. Pięć lat to wszak szmat czasu – wystarczająco długi, by zmienić spojrzenie człowieka na świat, zwłaszcza jeśli w tym okresie na organizm działa substancja modyfikująca biochemię mózgu.

Zakończenie trylogii ryfterów jest z jednej strony pesymistyczne, z drugiej zaś niesie pewną nadzieję. Ludzkość przetrwała tragedię opisaną w poprzednich tomach, ale nie oznacza to, że sobie z nią poradziła. Fabularnie opisane wydarzenia dość ładnie domykają całość kompozycji, jednak książka jest nieco słabsza od swoich poprzedniczek. Pomimo tego warto sięgnąć po Behemota, chociażby po to by dowiedzieć się jak dalej potoczyły się losy Lenie Clarke i innych bohaterów. Warto jednak uważać, bo część ze scen jest naprawdę drastyczna.

Behemot

Autor: Peter Watts
Wydawca: ArsMACHINA
Tłumaczenie: Dominika Rycerz-Jakubiec, Andrzej jakubiec
Książka na stronie wydawcy

Reklamy